Dlaczego przestałam udostępniać swoją wiedzę za darmo?

makcourseready10
Szkolenie online

Dlaczego przestałam udostępniać swoją wiedzę za darmo?

Jeśli kiedykolwiek szukałaś sposobu jak zbudować swoją listę mailingową, jak sprzedać swój produkt, to z pewnością nie raz spotkałaś się z dobrymi radami typu: “przygotuj gratisa”. OK, przyznaję się. Mnie też zdarzało się przygotowywać coś za darmo. Stworzyć grupę na Facebooku. I tworzyć bezpłatne mini-szkolenia. Ty pewnie sama nieraz zapisywałaś się na jakieś newslettery, pobierałaś pdf’y i inne gratisy. Ehhh ja sama nie raz to robiłam. I teraz odpowiedzmy sobie szczerze ile z tych gratisów rzeczywiście wykorzystałaś w praktyce i okazały się przydatną wiedzą, a ile nawet nie otworzyłaś maili? Jeśli chociaż raz zapisałaś się po “gratisa”, to z pewnością wiesz, ile później przychodzi maili z ofertami “ostatniej szansy”. Z ilu takich ofert skorzystałaś? Bo ja w ciągu 17 lat prowadzenia swojej własnej firmy szkoleniowej może skorzystałam z 2 takich ofert. A robiąc porządki na swojej skrzynce mailowej w ostatni weekend doszłam do wniosku, że nawet te dwie oferty, na które wydałam $$$$ nie były nawet w połowie warte tego, co po prostu poleciała mi przyjaciółka.

Dlaczego przestałam udostępniać swoją wiedzę za darmo?

Jeśli sama nie skorzystałaś z ofert ostaniesz szansy czekających na Ciebie w skrzynce oznaczonej czterema literami S-P-A-M to jak myślisz ilu z odbiorców Twojego gratisa kupi Twój produkt czy zapisze się na szkolenie? Tak masz rację.. Prawie nikt.

To nie była łatwa decyzja:

Oczytana w poradniki różnej maści, o tym jak dawanie gratisów, tworzenie grup na Facebooku, tworzenie miniszkoleń, webinarów i innych bezpłatnych rzeczy spowoduje, że nagle będę zarabiać miliony, nagle podjęłam decyzje, że koniec z tym. Przez pierwsze kilka tygodni miałam niezłego stracha, nie widząc stale rosnącej listy mailingowej. Co chwilę pojawiała się ochota, aby dać coś za darmo… Ale wtedy wracały do mnie następujące powody, dla których podjęłam taką a nie inną decyzję. Wiesz jakie?

Jestem wypalona, a przynajmniej byłam

Po pierwsze i chyba najważniejsze, jestem totalnie wypalona. Prowadzenie swojej własnej firmy, X szkoleń, do tego samo*dzielne wychowywanie nastolatki wymaga bardzo dużej ilości pracy. Wstawałam przed 5, zasypiałam (chociaż bardziej odpowiednie słowo tutaj to “padałam ze zmęczenia”) o 20:00 i tak praktycznie 7 dni w tygodniu. Gdy przeanalizowałam co zajmuje mi najwięcej czasu w ciągu dnia, okazało się, że dbanie o odbiorców gratisów / fanów, którzy w ciągu dnia zasypywali mnie potokiem maili z problemami, który tylko ja mogę rozwiązać. Wydawało mi się, że jak im odpowiem na maila, rozwiąże ich problem to nagle zapiszą się na mój kurs. Myślisz, że tak było? 😀 Najbardziej na tym tracili moi klienci i sama ja, bo totalnie nie miałam czasu dla siebie.

Nie prowadzę grup na Facebooku, forów i innych społeczności poza swoją stroną

Skutek? Pousuwałam wszelkie bezpłatne grupy na Facebooku, zautomatyzowałam pracę w taki sposób, aby dostawać przede wszystkim wiadomości od swoich klientów, którym pomagam w pierwszej kolejności, a resztą zajmuję się od czasu do czasu. Kiedyś usłyszałam poradę jakiejś trenerki w jaki sposób sprawdzić, czyjaś firma dobrze zarabia: sprawdzić ile ma członków w grupie na Facebooku
Śmiech na sali 😀 😀 😀 Poważnie? Jeśli nie będziesz nią odpowiednio zarządzać, moderować to zacznie żyć swoim życiem i nie będzie zbyt wartościowa, a jeśli ma być wartościowa, to musisz poświęcać jej czas i uwagę. Poza tym, nadal nie rozumiem sensu inwestowania czasu i pieniędzy w coś, co do nas nie należy. Po ostatnich aferach z prywatnością zmuszamy osobę zapisującą się do na naszej stronie na kurs, czy kupując nasz produkt do dodatkowej rejestracji na Facebooku? Litości..

Inna sprawa, że są różne produkty i różne usługi. Są także inni odbiorcy, Facebook jest popularny w pewnej grupie wiekowej, a nawet w niej nie każdy z niego korzysta. Moje szkolenia to level VIP 😉 Tutaj nie ma masówki, jest indywidualna praca z klientem i jest zamknięta grupa kursantów bezpośrednio mojej stronie internetowej. Ponad 80% moich kursantów nie korzysta z Facebooka i co mam z takimi osobami zrobić? Pozbawić dodatkowej formy nauki i pomocy, tylko dlatego, że dbają o swoją prywatność? 🙂

Niska wartość i brak motywacji

Dlaczego przestałam udostępniać swoją wiedzę za darmo?

Jeśli oferujesz coś za darmo, niezależnie co to jest, to możesz być niemal absolutnie pewna, że Twoi odbiorcy nie będą mieć motywacji, aby naprawdę wykorzystać w praktyce to co im oferujesz. Ja akurat siedzę “w szkoleniach”. Niska wartość kursu, powoduje, że po pierwsze sama sugerujesz, że wiedza jaką komuś przekazujesz jest niewiele warta. Dodatkowo, ludzie, którzy przystępują do takiego kursu, nie mają praktycznie motywacji, aby się uczyć na tym kursie. Czasami nawet go nie zaczynają. A skoro nie zaczynają, to nie robią postępu, nie czują się lepiej, nie czują pozytywnej zmiany. Jeśli nie czują zmiany teraz, po bezpłatnej nauce na kursie, to nie będą czuć chęci, aby zapisać się na płatny kurs. No bo co on ma dać, jeśli gratis nic mu nie dał. Tutaj pokazałam to na przykładzie szkoleń, ale tak naprawdę możesz przełożyć to na jakikolwiek produkt czy usługę, którą oferujesz.

Spotkałam się także z inną skrajnością. Osoby, które skorzystały z “gratisa” uważały mnie, jako źródło bezpłatnej pomocy 24/7 i miały ogromne pretensje, że dałam im za mało. Albo, zaczynały rozpowszechniać, że skoro tak mało dałam za darmo to pewnie nic nie wiem na ten czy inny temat. To chyba pokazało mi raz na zawsze nigdy więcej! Ja zaczęłam prowadzić biznes online, gdy nawet laptop był luksusem, a internet w centrum Warszawy, działał tylko wtedy, gdy się człowiek wychylił przez okno. To samo dotyczy innych szkoleń, które także prowadzę dla architektów. Skończyło się usunięciem raz na zawsze gratisów ze stron internetowych, zmieszczeniem postu w socialmediach, że kończę z rozdawaniem swojej wiedzy za friko. Trzeba znać swoją wartość. Skutek? Mojego maila przeczytało wtedy chyba najwięcej osób, wypisały się 3 osoby z listy mailingowej i pojawiło 10 nowych z czego dwie od razu zapisały się na kurs. I tutaj nadchodzi kolejny punkt:

Jakiego typu klienta szukasz?

Wytłumaczmy sobie jedno, zanim zaczniesz jakikolwiek biznes, powinnaś znać swoją niszę. Wiedzieć dokładnie do jakiego klienta chcesz dotrzeć. Z kim chcesz pracować.

Moimi klientkami są kobiety, które chcą być niezależne, chcą korzystać z życia. Które dążą do wyznaczonego celu. Nie poddają się łatwo. Szukają sposobów i możliwości, a nie powodów do narzekań. Kobiety, które chcą się rozwijać i które inwestują w siebie.

Beata Skrzypiec

Moje kursy nie są najtańsze, z pewnością na rynku można znaleźć podobne (podobne, nie takie same ;)) za niższą cenę, ale są także droższe. Jednak mnie nie zależy na robieniu “masówki”. Chcę mieć ten komfort, że z każdą z klientek jestem na Ty, dla każdej z nich mam czas i mogę każdej pomóc, nie rezygnując przy tym z siebie, własnego rozwoju i czasu dla rodziny i przyjemności. To praca ma dać nam życie jakie chcemy, a nie na odwrót. Zależy mi na współpracy z określonymi kobietami, które chcą się rozwijać, chcą się uczyć i nie mają kłopotów z inwestowaniem w siebie. A skoro tak, to nie muszę rozdawać gratisów na lewo i prawo. Odbiorcy gratisów w większości wypadków szukają tylko gratisów i nie są gotowi ani nie planują na zainwestowanie w siebie. A skoro tak, to łatwo znaleźć pewną alternatywę…

Zamień gratis, na…

Gratisów już nie daję, ale zamiast tego daję mniejszą dawkę swojej wiedzy w postaci mini-szkolenia, za które należy zapłacić. Nie są to wygórowane pieniądze. Kwota jest na tyle mała, że moje klientki na to stać, ale jednocześnie jest to jakiś koszt. A skoro tak, to poszukiwaczki bezpłatnej wiedzy, z niej nie skorzystają, a skoro nie skorzystają to z pewnością nie będę kierować oferty do niewłaściwych osób.

Leave your thought here

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

[]